Respirator - to brzmi groźnie. Szpitalna maszyneria z dziwnymi kablami i powolnymi dźwiękami. Mój jest niewielki, niebieski i stoi nad łóżkiem, na malej półeczce. Zaczynało się poważnym zapaleniem płuc. Oddech stał się wysiłkiem ponad siły. A tu nie da się odpocząć. Spróbujecie odpocząć od oddychania!!! Albo nie próbujcie. Rodzicom udało się. Przyjechało małe pudełko: opływowe, lekkie, ze śmieszną rurą (taką jak od odkurzacza tylko przeźroczystą). No i maska. Mój respirator jest zewnętrzny. Oddycham przez nos – żadnych rurek do tchawicy!! W czasie choroby był niezbędny, cudowny nawet. Robił za mnie cały wysiłek oddychania. Teraz Pan Rafał potrafi wykorzystać go do ćwiczeń oddechowych. Respirator także pilnuje mojego oddechu w nocy. Mam nadzieje, że będę mógł jak najczęściej odstawiać go do ładnego futerału, zwijać rury, by sobie odpoczął. Ale jestem mu wdzięczny za to, że jest, pomimo uciążliwej czasem maski, cierpliwie pomaga oddychać. Tlen jest niezbędny – tak mówił dr House i każdy o tym wie najlepiej.

Bardzo fajnie umiesz opisywać:-)
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie piszesz, z Twoich postów można się wiele dowiedzieć.
OdpowiedzUsuńJa też mam respirator tylko niestety z rurką w tchawicy...
OdpowiedzUsuńAle jakoś się żyje, nie? Wcale nie tak źle niż myślałam, a pod względem towarzyskim - nawet lepiej :)
Siły życzę mięśniaku ;)
Znam wiele osób na respiratorze...wg mnie to nic takiego, tylko trochę inny sposób oddychanie, ale mam pytanie, czemu masz respirator??
OdpowiedzUsuńA to pytanie do Kuby czy do mnie?
OdpowiedzUsuńmam taki sam :D pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń